
ZOO Łączna: tydzień po akcji. Od porozumienia u burmistrza do „otworzymy, kiedy chcą”
Podsumowanie tygodnia w ZOO Łączna: porozumienie u burmistrza, bilans strat, piknik wsparcia i konferencja prokuratury. Kto za to zapłaci?
ZOO Łączna: podsumowanie tygodnia
Miniony tydzień w sprawie ZOO Łączna był gęsty od wydarzeń. Podsumowuję po kolei: od piątkowego porozumienia u burmistrza Mieroszowa, przez odwrót fundacji, aż po dzisiejszą konferencję prasową prokuratury w Świdnicy, tę od „otworzymy, kiedy chcą”.
Najpierw szybkie przypomnienie, skąd to wszystko się wzięło. 13 października do prywatnego ZOO Łączna pod Mieroszowem weszli policjanci i prokurator. Właściciela zakuto w kajdanki, zatrzymano pięć osób, a służby zaczęły wywozić zwierzęta: łącznie 33 sztuki, część za granicę, w tym do Holandii. Mieszkańcy zablokowali drogę i mówili wprost: kradzież w białych rękawiczkach. Sprawa toczy się w kierunku zarzutu znęcania się nad zwierzętami (art. 35 ustawy o ochronie zwierząt). O winie zdecyduje sąd, nie przesądzam.
Piątek, 16 października: porozumienie u burmistrza. Po spotkaniu w urzędzie w Mieroszowie ustalono: pracownicy zoo wracają do opieki nad zwierzętami, kolejne wywózki wstrzymane, prokuratura zakończyła czynności na terenie ogrodu. Zarządzanie przejęła Marta Zając-Ossowska, była dyrektorka wrocławskiego zoo. Właściciel nie ma sądowego zakazu wstępu na teren, ale podejrzani w śledztwie mają zwierząt nie dotykać.
Wcześniej, w czwartek, sąd odrzucił wniosek prokuratury o tymczasowy areszt właściciela. Zastosował środki wolnościowe: poręczenie majątkowe 50 tysięcy złotych, dozór policji i zakaz opuszczania kraju. Prokuratura zapowiedziała zażalenie.
Sobota i niedziela: bilans strat i wsparcie ludzi. Po akcji nie żyją dwa egzotyczne ptaki: arasari czarnoszyi „James” i majna złotolica „Słodka”. Zaginął szpak balijski (jeden z najcenniejszych ptaków w ogrodzie) oraz dwie małpki pigmejki. Fundacje karmiły zwierzęta nie tym, czym trzeba: wilki dostawały wieprzowinę, puchacz słoninę, bażanty suszone krewetki. Nikt nie wiedział, które ptaki są chore. W niedzielę mieszkańcy zorganizowali piknik charytatywny: zebrano 111 tysięcy złotych, a zbiórka internetowa przekroczyła pół miliona.
Poniedziałek, 19 października: konferencja prasowa prokuratury w Świdnicy. I tu robi się ciekawie, bo z opisów z X wynika coś, na co media nie zwróciły uwagi: prokuratura poinformowała, że nie odpowiada za dalsze utrzymanie zoo. Zwierzęta mają być dowodami rzeczowymi, po zabezpieczeniu koniec zainteresowania. Ogród może rzekomo otworzyć kiedy chce, nikt mu przecież nie zabrania.
Tylko że popatrzmy wstecz: opiekę nad zwierzętami ta sama prokuratura powierzyła postanowieniem burmistrzowi Mieroszowa. A burmistrz mówi jasno: gmina nie ma na to pieniędzy. Utrzymanie zoo to 200-300 tysięcy złotych miesięcznie (tyle podaje pełnomocniczka właściciela). Właściciel może wchodzić na teren, ale zwierzętami zajmować się nie może, bo jest podejrzany. Fundacje, które miały ratować, wycofały się. I tyle: 667 zwierząt w ogrodzie, 33 wywiezionych (część za granicę), utrzymanie pustego ogrodu, a opieki nikt nie chce wziąć. Przerzucanie odpowiedzialności działa jak w szwajcarskim zegarku: gmina zwala na prokuraturę, prokuratura na fundacje, fundacje na hejt w internecie. A pracownicy zoo po prostu chcą wrócić do roboty.
Dlatego w piątek, 16 października, do prokuratury trafiło zawiadomienie podpisane przez Wojciecha Nasiadka (DNŚ/RN). Zarzuca osobom przeprowadzającym interwencję: działanie w zmowie w celu przywłaszczenia mienia znacznej wartości, przekroczenie uprawnień, znęcanie się nad zwierzętami podczas akcji i nielegalne przemieszczanie chronionych gatunków za granicę.
Popatrzcie na krąg powiązań wokół fundacji Mondo Cane, która koordynowała odbiór zwierząt. Fundacja od 12 lat deklaruje współpracę z parlamentarnym zespołem ds. zwierząt (Paweł Suski, dziś Katarzyna Piekarska, politycy KO), a jej prezeska była asystentką posła Suskiego. W komitecie ustawodawczym „STOP ŁAŃCUCHOM...” siedzi m.in. wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska (posłanka z okręgu wałbrzyskiego) oraz Sara Balcerowicz, pełnomocniczka fundacji przy odbieraniu zwierząt z Łącznej. Nie stawiam tezy, że ktoś nakazał prokuraturze akcję. Stawiam pytania: kto wybrał ośrodki, kto zapłacił za transport i dlaczego transport do Holandii ruszył szybciej niż zarzuty.
Co dalej? Sprawa jest rozwojowa: prokuratura odwołała się od decyzji o braku aresztu, śledztwo trwa, zwierzęta z Holandii mają, jak zapowiada rzecznik, wrócić do Polski, „jeżeli pozwoli na to dobro zwierząt”. GDOŚ prowadzi osobne postępowanie o cofnięcie zezwolenia zoo. Państwo potrafiło wysłać pod zoo funkcjonariuszy z tarczami, ale nie potrafi teraz zapewnić opieki zwierzętom, które zostawiło. I proszę już nie mówić takim tonem o „otworzymy, kiedy chcą”. Najpierw pieniądze i odpowiedzialność, dopiero potem komentarze.
Pytanie do was: jak sądzicie, kto poniesie odpowiedzialność za tę akcję i kto da pieniądze na utrzymanie ogrodu? Piszcie w komentarzach.
Źródła: komunikaty Prokuratury Okręgowej w Świdnicy (gov.pl, 14-19.10.2026), Radio Wrocław, TV Dami, walbrzych.dlawas.info, dziennik.walbrzych.pl, walbrzyszek.com, zero.pl, relacje pełnomocniczki zoo i burmistrza Mieroszowa (17.10), saos.org.pl (wyrok ws. DIOZ), mondocane.com.pl.
NORBERT MICHNOWSKI
Konfederacja Wałbrzych