
ZOO Łączna: kto naciskał na zamknięcie?
Akcja służb w ZOO pod Mieroszowem, kajdanki, wywóz zwierząt. Kto naciskał na zamknięcie i dlaczego do dziś nie ma zarzutów?
Czy to koniec ZOO w Łącznej pod Mieroszowem?
We wtorek 13 października rano do ZOO Łączna pod Mieroszowem weszli policjanci i prokurator. Właściciela zakuto w kajdanki na oczach jego rodziny. Zatrzymano w sumie pięć osób. Zwierzęta zaczęto ładować do transporterów i wywozić — część trafiła za granicę, między innymi do ogrodu zoologicznego w Holandii. Przed bramą stanęli pracownicy i mieszkańcy Łącznej. Mieszkańcy Łącznej zablokowali drogę dojazdową. I w tym całym zamieszaniu pada jedno pytanie: kto za tym stoi?
Zacznijmy od początku.
Zawiadomienie do prokuratury złożyły dwie fundacje. Nie są one z powiatu wałbrzyskiego, nie znają tych ludzi, nie były częścią lokalnego środowiska, które z ZOO w Łącznej żyło od lat. Przypomnijmy: to był zarejestrowany ogród zoologiczny — zatwierdzony przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska, z certyfikatem nadzoru Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska oraz Powiatowego Lekarza Weterynarii.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy Mariusz Pindera mówi o artykule 35 ustawy o ochronie zwierząt. To przepis bardzo pojemny — obejmuje od zabicia zwierzęcia ze szczególnym okrucieństwem po samo "trzymanie w nieodpowiednich warunkach". Sami zobaczcie, ile on naprawdę mówi. I zadajcie proste pytania: skoro zdaniem prokuratury zwierzęta mają trafiać do transportu tylko wtedy, gdy biegli i weterynarze tak zdecydują, to po co w akcji kajdanki? I dlaczego do dziś nie przedstawiono nikomu zarzutów?
Teraz najważniejsze: kto naciskał na zamknięcie?
Tutaj pojawia się nazwisko, które budzi uzasadnione pytania. Zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie złożyła fundacja Mondo Cane. Jej prezeską jest Katarzyna Śliwa-Łobacz (KRS 0000413378). Wiele lat publicznie deklaruje, że jest asystentką społeczną posła Pawła Suskiego z Koalicji Obywatelskiej — przewodniczącego parlamentarnego zespołu ds. ochrony praw zwierząt. Fundacja pisze to czarno na białym na swojej stronie internetowej, w sekcji "O nas" — to ich własne słowa, nie nasza interpretacja. Nie wiemy, czy poseł Suski w ogóle wiedział o tej sprawie. Pytania zamiast oskarżeń: czy poseł informowany był o zawiadomieniu? Czy ktoś z jego otoczenia kontaktował się z prokuraturą? Czy to przypadek, że fundacja związana z zespołem parlamentarnym ds. zwierząt znów jest w centrum podobnej sprawy?
Są jeszcze dwie rzeczy, które nie dają spokoju.
Po pierwsze: nagrana przed akcją — na taki dowód zgadzają się publikujący ją zwolennicy zoo — rozmowa telefoniczna z właścicielem zoo. Rozmówca miał wprost mówić, że planowane jest jego zatrzymanie, że część rzadkich gatunków — na przykład małp — miała trafić do prywatnych podmiotów, do "Pani Iwony", która prowadzi komercyjne mini-zoo, i że organizacje podzieliły zwierzęta między siebie jeszcze zanim prokuratura cokolwiek podpisała. Taka treść wymaga weryfikacji, ale jeśli się potwierdzi — to już nie kontrola dobrostanu, tylko scenariusz przejęcia majątku.
Po drugie: ta sama rozmowa — według tego, co podaje kanał Świat Zwierząt Egzotycznych — miała wskazywać, kto i kiedy dzieli konkretne zwierzęta, jeszcze zanim prokuratura podpisała jakiekolwiek dokumenty. Zapytajmy jasno: skąd wiedza o rozdiece przed decyzją organu? I kto za to odpowiada — naprawdę, nie językiem komunikatu.
Do tego dochodzi GDOŚ: 5 sierpnia 2026 wszczęto postępowanie o cofnięcie zezwolenia na prowadzenie ZOO — po kontroli RDOŚ we Wrocławiu (26.07.2024–12.09.2025) i stwierdzonych nieprawidłowościach: braki w dokumentacji hodowlanej, braki w dokumentach pochodzenia części zwierząt. Zoo podlegało cyklicznym kontrolom. A teraz, po 12 latach działalności, w ciągu jednego dnia: kajdanki, wywóz, przejęcie majątku mającego według właścicieli ok. 800 zwierząt i ok. 100 gatunków.
Papierowe nieprawidłowości vs. kajdanki i wywózka w jeden dzień — taka dysproporcja powinna budzić czujność nie tylko nas, ale też kontrolę. Policja zapewnia, że działa na podstawie postanowienia prokuratora, a miejsca docelowe sprawdzają weterynarze i inspekcja weterynaryjna. Może i tak. Ale skoro publiczny interes jest tak wielki, to dlaczego nie wolno publicznie pokazać, gdzie konkretnie pojechały zwierzęta, w jakich warunkach i kto za to odpowiada? Pytań jest więcej niż odpowiedzi.
Co dalej: sprawę badają sądy i prokuratura. Uczciwie: prokuratura twierdzi, że zoo nie zostanie zamknięte, a zabór ma być stopniowy — decyzje indywidualnie podejmują biegli i weterynarze. Ale z drugiej strony: brak zarzutów, mieszkańcy blokują drogi, nagrania kuluarów, fundacje związane politycznie w centrum sprawy. Jeśli ktoś ma informacje, dokumenty — pytania, screeny, nagrania — napiszcie do nas. Pilnujemy tej sprawy.
Źródła: Radio Wrocław (relacja Łukasza Kocha), TV Dami, Kanał Zero (zero.pl), komunikat GDOŚ 13.10.2026, strona fundacji Mondo Cane, sejm.gov.pl.
Masz informacje o ZOO Łączna?
Pilnujemy tej sprawy. Jeśli znasz kuluary, masz dokumenty, nagrania albo byłeś świadkiem — zgłoś się przez nasz formularz.
Napisz do nas