Wiatraki, fotowoltaika i milczenie urzędów. Co naprawdę dzieje się z OZE w naszym powiecie?
6 lat, 44 decyzje ws. OZE w powiecie i ani jednej konsultacji społecznej. Sprawdziliśmy odpowiedź Starostwa na wniosek o informację publiczną.
6 lat, 44 decyzje ws. OZE w powiecie i ani jednej konsultacji społecznej. Sprawdziliśmy odpowiedź Starostwa na wniosek o informację publiczną.
Sześć lat. Czterdzieści cztery decyzje. I ani jednej konsultacji społecznej.
Tak w skrócie można podsumować odpowiedź, jaką otrzymaliśmy ze Starostwa na wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczący inwestycji w odnawialne źródła energii wydawanych na terenie powiatu w latach 2020–2026. Zanim przejdziemy do ocen, zacznijmy od tego, co w tym dokumencie jest bezspornym faktem — bo tu akurat nie trzeba niczego dodawać, żeby zrobiło się niepokojąco.
Starostwo w odpowiedzi na nasz wniosek przedstawiło zestawienie 44 postępowań prowadzonych na przestrzeni sześciu lat. Większość to niewielkie instalacje fotowoltaiczne, ale są w tym zestawieniu też pozycje, które wyraźnie odstają od reszty.
Największą z nich jest farma „Struga 1 i 2” o mocy 120 MW, a inwestorem jest brytyjska spółka Regener8 Power LTD z Guildford. To jedyna sprawa w całym zestawieniu, przy której urząd odnotował aż cztery wnioski o wznowienie postępowania, a jeden z nich wskazywał wprost na wadę prawną wydanego pozwolenia. Skala tej inwestycji, obecność kapitału zagranicznego i to, że akurat ta sprawa wzbudziła jedyny w całym zestawieniu opór formalny, każą się jej przyjrzeć uważniej.
Drugi wątek, który rzuca się w oczy, to skupisko kilkunastu niewielkich instalacji o mocy około 1 MW każda, zlokalizowanych w rejonie Boguszowa-Gorc. Realizują je różne podmioty — między innymi El-Wind Ewa Siemińska, MG Prospectum czy Terravento — a poszczególne instalacje sąsiadują ze sobą lub leżą na tych samych działkach ewidencyjnych. Same liczby nic tu jeszcze nie przesądzają, ale warto zapytać, czy mamy do czynienia z niezależnymi projektami, czy raczej z jedną większą inwestycją rozbitą na mniejsze części, tak by zmieścić się poniżej progów wymagających bardziej rygorystycznych procedur. To praktyka znana w branży i warto sprawdzić, czy właśnie z nią mamy tu do czynienia.
Ciekawym elementem jest też to, że wśród inwestorów pojawia się sama Gmina Stare Bogaczowice, która występuje jako podmiot realizujący farmę fotowoltaiczną z magazynem energii. Gmina jest więc jednocześnie i uczestnikiem rynku OZE, i organem, który częściowo współdecyduje o warunkach zabudowy dla podobnych inwestycji na swoim terenie.
Równie istotne jak to, co Starostwo zrobiło, jest to, czego nie robiło. A z odpowiedzi wynika to jasno.
Urząd nie zawierał żadnych umów, porozumień ani listów intencyjnych z inwestorami. Formalnie od 2003 roku to nie starostwo, lecz poszczególne gminy wydają decyzje o warunkach zabudowy dla instalacji OZE — starostwo zajmuje się wyłącznie wydawaniem pozwoleń na budowę, na podstawie Prawa budowlanego i Kodeksu postępowania administracyjnego, bez żadnych dodatkowych procedur wewnętrznych.
Starostwo nie brało też udziału w żadnym postępowaniu dotyczącym decyzji środowiskowych — to zgodnie z przepisami leży poza jego kompetencjami. Ale tu pojawia się pytanie, które samo się narzuca: skoro starostwo wydaje pozwolenie na budowę, gmina wydaje warunki zabudowy, a oceną środowiskową zajmuje się ktoś jeszcze inny, to kto tak naprawdę odpowiada za to, żeby ktokolwiek spojrzał na całość? Przez sześć lat i czterdzieści cztery sprawy Starostwo nie prowadziło żadnej korespondencji z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska. Zero. Nawet jednego pisma.
I na koniec fakt, który chyba najmocniej podsumowuje ten obraz: przez sześć lat, przy czterdziestu czterech postępowaniach, Starostwo nie zorganizowało ani jednej konsultacji społecznej dotyczącej inwestycji OZE.
Tu kończą się fakty z dokumentu, a zaczyna nasza interpretacja — i chcemy to jasno oddzielić.
Uważamy, że model, w którym trzy różne szczeble administracji — gmina, starostwo i RDOŚ — odpowiadają każdy za wycinek procesu, a żaden z nich nie ma pełnego obrazu całości ani obowiązku informowania mieszkańców, jest systemowo wadliwy. Nie chodzi o to, że urzędnicy złamali prawo. Z tego, co widzimy, działali dokładnie w granicach swoich kompetencji. Problem leży w samych przepisach, które pozwalają na budowę farm o mocy porównywalnej z elektrownią przemysłową bez jednego realnego momentu, w którym mieszkańcy mogliby się o tym dowiedzieć i zabrać głos.
Sprawa „Strugi” pokazuje, do czego to prowadzi w praktyce: 120 MW, kapitał z Wielkiej Brytanii i jedyna sprawa z realnym sporem prawnym w całym sześcioletnim okresie. Skupisko instalacji w Boguszowie-Gorcach rodzi pytanie o to, czy administracyjne progi mocy są dziś realnym zabezpieczeniem, czy raczej przeszkodą do ominięcia. A brak jakiejkolwiek konsultacji społecznej przez sześć lat pokazuje, że mieszkańcy powiatu są w tym procesie praktycznie nieobecni — nie dlatego, że ktoś celowo ich pomija, ale dlatego, że system w ogóle nie przewiduje dla nich miejsca.
Uważamy, że to wystarczający materiał, żeby zapytać wprost — do właściwych gmin, w tym do Gminy Boguszów-Gorce, o szczegóły postępowań dotyczących wspomnianego skupiska instalacji, a także o to, czy i w jaki sposób weryfikowano powiązania między poszczególnymi wnioskodawcami. Rozważamy również zapytanie do RDOŚ o to, jak wyglądała ocena środowiskowa dla farmy „Struga” oraz jaki charakter miały wnioski o wznowienie postępowania.
Będziemy informować, co uda się ustalić.
Materiał powstał na podstawie odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Wszystkie dane liczbowe i nazwy podmiotów pochodzą z dokumentu otrzymanego ze Starostwa. Oceny zawarte w ostatniej części tekstu stanowią stanowisko autorów i są wyraźnie oddzielone od faktów.