
Raport weterynarii podpisał nasze pytania — prokuratura ma odpowiedzieć
Dolnośląski DWLW potwierdził: o przejęciu zwierząt i transporcie decydowały prokuratura i policja. Nasze stanowisko: wykazy, podstawa prawna, odpowiedzi. Teraz.
Dwa tygodnie po akcji w ZOO Łączna wyszedł dokument, o który pytałem od pierwszego dnia: komunikat Dolnośląskiego Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii z 20 października 2026 r. o czynnościach na terenie ZOO-FARMA (wroc.wiw.gov.pl). To pismo państwowego organu, więc czytam je inaczej niż komentarze pod postami: na spokojnie. Zestawię więc, co napisała weterynaria, co wcześniej mówiła prokuratura i co z tego wynika dla obywateli gminy Mieroszów. Sprawa wciąż toczy się w prokuraturze, niczego nie przesądzam. Ale trzy pytania, które zadawałem od 14 października, właśnie wróciły w formie oficjalnego dokumentu.
Co mówi dokument, po kolei
- Decyzje o przejęciu władztwa nad zwierzętami i o transporcie podjęły prokuratura i policja bez udziału Inspekcji Weterynaryjnej. Świadectwa zdrowia dla 21 szt. do Holandii wystawiono „wyłącznie na wniosek i z polecenia organów ścigania jako podmiotów odpowiedzialnych za zwierzęta”.
- 14–15 października inspekcja nie podejmowała żadnych czynności na terenie zoo. Ponad 500 zwierząt pozostawało w dyspozycji prokuratury (zatrzymanie procesowe).
- 16 października: na wniosek prokuratury (art. 15 § 2 k.p.k.) oddelegowano dwóch pracowników WIW do oceny dobrostanu.
- 16 października: po informacji o zaprzestaniu opieki przez fundację Powiatowy Inspektorat Weterynarii przeprowadził kontrolę urzędową. Ustalenia są analizowane pod kątem ewentualnych postępowań.
- 19 października: DWLW pismem zażądał od Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu wyjaśnienia, na jakiej podstawie prawnej wyłączono powiatowego weterynarza z ustawowych nadzorów nad ZOO-FARMA.
Dwie wersje, jedno państwo
14 października rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy mówił mediom, że o transporcie zwierząt decydują lekarze weterynarii pracujący na miejscu. 20 października Dolnośląski Wojewódzki Lekarz Weterynarii pisze wprost: nie decydowaliśmy, świadectwa wystawiliśmy na polecenie organów ścigania, a władztwo nad całą kolekcją przejęła prokuratura. Obie wypowiedzi nie mogą być prawdziwe jednocześnie. Kto się myli, rozstrzygnie śledztwo. Ale od teraz o przebieg odbioru nie pytają dziennikarze ani sympatycy zoo. Pyta drugi organ państwa, a to zmienia położenie sprawy: ciężar wyjaśnień spada na prokuraturę.
Dni bez nadzoru i bez listy
W dniach 14–15 października, według komunikatu gminy i mediów regionalnych, wywożono kolejne zwierzęta: łącznie 33 trafiły do Belgii i Holandii. Dokładnie wtedy inspekcja była, jak sama pisze, nieobecna. Dziennik Wałbrzych pisał o „nietransparentnym” procesie wywozu. Do dziś nie ma publicznej listy ośrodków docelowych. Komunikat prokuratury z 19.10 mówi tylko, że wykaz „przygotowano przy pomocy zewnętrznej firmy”. Rodzina, której zwierzęta zabierano pod przymus, ma prawo wiedzieć, dokąd jadą i kto odpowiada.
Jak to odczytała strona zoo
Marta Zając-Ossowska (@zajac_ossowska, X, 20.10) udostępniła pełny tekst komunikatu z jednym „❗️”. Nie dodała od siebie ani słowa. Interpretacja sama się narzuca: strona zoo dziś walczy rękami organu weterynaryjnego. W apelu właściciela Marcina Nowaczyka z 12 października padały słowa o „transparentności i dobru zwierząt”. Ten postulat dopilnował właśnie państwowy inspektorat. Zapowiedziana na wtorek odpowiedź zoo skończyła się repostem. To mówi sporo: w tej aferze dokumenty ma teraz organ, nie aktywiści.
Nasze stanowisko
- Opublikowania podstawy prawnej przejęcia władztwa nad zwierzętami oraz decyzji transportowych z 13–15.10.
- Publicznego wykazu: które zwierzęta zatrzymano, dokąd jadą (Polska i za granicę), komu powierzono opiekę i w czyim koszcie.
- Jawnych wyjaśnień, czy i na jakiej podstawie wyłączono powiatowego lekarza weterynarii od nadzoru nad ZOO-FARMA. Jeśli tak: dokument, podpis, data.
- Zakończenia przepychanek między organami. Zwierzęta nie mogą być kartą przetargową w sporze o kompetencje.
Do tego jedna rzecz: żadnych groźb wobec nikogo. Ani wobec organizacji i prokuratorów (o tym mówiła prokuratura), ani wobec mieszkańców i rodzin zoo. Emocje są zrozumiałe, sprawę rozstrzygnie sąd.
Nie przesądzam, która wersja jest prawdziwa. Wymagam, żeby państwo, które umie wystosować pismo do samego siebie, potrafiło też odpowiedzieć obywatelowi wprost: po co, na jakiej podstawie i kto odpowiada za skutki.
A Wy jak to czytacie: państwo zaczęło mówić do siebie, czy tylko zrzuca odpowiedzialność? Piszcie w komentarzach.
Norbert Michnowski
Źródła: komunikat DWLW z 20.10.2026 (wroc.wiw.gov.pl/?p=5870); stanowisko PO Świdnica z 19.10.2026 (gov.pl); Dziennik Wałbrzych 15–19.10.2026; komunikat gminy Mieroszów z 15.10.2026 (mieroszow.pl); X @zajac_ossowska 20.10.2026. Śledztwo ws. ZOO Łączna jest w toku; treść nie przesądza winy.