
Dziś ci, którzy zamykali kopalnie, szumnie składają życzenia górnikom
Barbórka pełna hipokryzji: ci, którzy likwidowali kopalnie, dziś składają górnikom życzenia. Konfederacja jako jedyna mówi wprost: stop wygaszaniu górnictwa.
Dziś w całej Polsce politycy składają górnikom życzenia z okazji Barbórki, a w Wałbrzychu chętnie fotografują się na tle szybu i galowych mundurów. Tyle że wielu z tych, którzy dziś mówią o „szacunku dla ciężkiej pracy górnika”, przez ostatnie lata podpisywało decyzje o zamykaniu kopalń i przyspieszaniu likwidacji całych zakładów. To jest sedno problemu: hipokryzja klas politycznych, które najpierw likwidowały polskie górnictwo, a później przypominają sobie o górnikach tylko raz w roku – 4 grudnia.
Po 2005 roku proces wygaszania polskiego górnictwa węgla kamiennego stał się de facto stałą polityką kolejnych rządów, niezależnie od szyldu partyjnego. Za rządów koalicji PO–PSL (2007–2015) Spółka Restrukturyzacji Kopalń przejęła kilka zakładów kierowanych do całkowitej likwidacji – były to między innymi kopalnie „Kazimierz–Juliusz”, „Centrum”, „Mysłowice” czy „Boże Dary”. Jednocześnie tak zwane reformy i „plany naprawcze” oznaczały dla Śląska i regionów górniczych masowe zwolnienia, degradację społeczną i wyprowadzanie całych społeczności z pracy, która przez pokolenia stanowiła fundament ich tożsamości.
Prawo i Sprawiedliwość szło do władzy pod hasłem obrony polskiego węgla, ale praktyka wyglądała zupełnie inaczej. Od grudnia 2015 roku w stan likwidacji postawiono kilkanaście zakładów górniczych: między innymi „Krupiński”, „Pokój”, „Makoszowy”, „Wieczorek”, „Śląsk” i kolejne ruchy przekazywane do SRK, której głównym zadaniem jest wygaszanie i zamykanie kopalń. Równolegle podpisywano „umowy społeczne” i harmonogramy dalszej likwidacji węgla aż do lat 40. XXI wieku, wpisując do dokumentów przygotowanych pod dyktando Brukseli konkretne daty ostatecznego zakończenia wydobycia w polskich kopalniach.
W efekcie dziś ci sami politycy, którzy od lat rozpisują kalendarz zamykania kopalń, składają górnikom życzenia na Barbórkę, jakby nie mieli z tym nic wspólnego. W telewizji i mediach społecznościowych oglądamy festiwal pustych gestów: wzruszające wpisy, zdjęcia w białych czako, podniosłe hasła o „górniczej tradycji”. Tymczasem liczby, dokumenty i decyzje są nieubłagane – to właśnie te same środowiska polityczne podpisywały akty likwidacji zakładów, odcinały środki na inwestycje i w praktyce wyrzucały polski węgiel z krajowego miksu energetycznego.
Z perspektywy Wałbrzycha te deklaracje brzmią szczególnie gorzko. Miasto dobrze pamięta, co znaczy brutalne, przyspieszone zamykanie kopalń: falę bezrobocia, upadek całych dzielnic, dramat rodzin, które z dnia na dzień straciły źródło utrzymania i poczucie bezpieczeństwa. Likwidacja górnictwa nie była tu „zieloną transformacją”, tylko społeczną katastrofą, której skutki odczuwamy do dziś – w demografii, na rynku pracy i w stanie miejskiej infrastruktury.
Kiedy dziś politycy PO i PiS prześcigają się w „serdecznych życzeniach dla braci górniczej”, warto przypomnieć fakty. To nie abstrakcyjne „trendy klimatyczne” zamknęły polskie kopalnie, ale konkretne decyzje rządów, głosowania w Sejmie i podpisy pod rozporządzeniami. To jest właśnie esencja hipokryzji: najpierw zamknąć kopalnię, potem wzruszać się „górniczą tradycją” i stawać w pierwszym rzędzie do pamiątkowego zdjęcia z górnikami.
Konfederacja – w tym Ruch Narodowy – od lat mówi jasno: polskie górnictwo jest elementem bezpieczeństwa energetycznego państwa i powinno być rozwijane, a nie likwidowane według unijnych dyrektyw i interesów zagranicznych korporacji. Zamiast polityki „zamykania za wszelką cenę” potrzebny jest narodowy program wykorzystania własnych zasobów – węgla, ale też innych surowców – z myślą o polskich rodzinach i polskim przemyśle, a nie o kolejnych wskaźnikach w brukselskich raportach.
Obrona polskiego górnictwa to nie jest kwestia sentymentu, ale twardej polityki: suwerenności energetycznej, miejsc pracy, rozwoju przemysłu i zdolności państwa do samodzielnego decydowania o swoim bezpieczeństwie. Konfederacja sprzeciwia się narzuconemu z góry scenariuszowi wygaszania górnictwa i domaga się realnej rewizji zobowiązań, które czynią z Polski rynek zbytu na cudzy prąd i cudze technologie, zamiast dawać impuls do rozwoju rodzimej energetyki i górnictwa.
W Barbórkę trzeba mieć odwagę powiedzieć wprost: albo stajemy po stronie górników i polskiej suwerenności energetycznej, albo po stronie tych, którzy od lat wygaszają kopalnie, a raz w roku przypinają sobie order „przyjaciela górnictwa”. Hipokryzja w błyszczących mundurach nie ogrzeje polskich domów. Prawdziwy szacunek dla górników zaczyna się od decyzji politycznych, które zapewnią polskiemu górnictwu przyszłość – a nie od jednorazowych życzeń publikowanych 4 grudnia.
